Zasnęłam z uśmiechem
na twarzy, który zniknął jak tylko usłyszałam tak bardzo
znienawidzoną melodie która oznaczła 6 rano.. - Budziku jeszcze
chwila.. - Nie! Nie możesz, wstawaj już! - Ale jeszcze sekundka,
jest mi tak ciepło.. jeeeszcze chwilunia.. - Nie, wstawaj, teraz! Bo
potem nie wstaniesz, spóznisz się i będzie chryja i cały dzień
będzie w dupe! - powoli i niechętnie otwierając oczy, mamrotałam
monolog, kłócąc się sama ze sobą jak co rano.. Uwielbiam spać!
Potrafiłabym przespać albo przynajmniej przeleżeć caluuutki dzień
w lóżku, gdyby tylko mój grafik na to pozwalał..
Jak
co rano, prysznic, potem wyjełam z szafy wygodne jeansy i zwykły
top, spiełam włosy w niechlujny kok, szybkie śniadanie, kawusia,
bo bez kofeiny nie przeżyłabym dnia, z resztą tak jak wszyscy
dookoła Mnie.. ;> Obudziłam Ankę, zebrałam papiery, wziełam
torbę, i o 6.40 kluczyłam już drzwi.
Czerwcowy poranek, cieplutki i suchy.. Taki spacer rano to dla Mnie
dawka pozytywnej energii.. miasto powoli budziło sie do życia,
jeszcze nie było wielkich korków, i ludzie jeszcze nie gonili się
z czasem, ulice były w miarę puste, przynajmniej te boczne uliczki
którymi dążyłam do pracy w sam raz, żeby rano pozbierać i
poukładać myśli przed ciężkim dniem. Od siódmej do dziewiątej
sprzedawałam gazety w kiosku 2-3 dni w tygodniu, nie było to nic
ciężkiego, owszem ludzie jak ludzie potrafią być denerwujący
zwłaszcza w takim mieście jak Londyn, ale taki pieniądz zarobiony
praktycznie bez wysiłku, przy tempie mojego życia, zawsze mile
widziany i zawsze się przyda.
O
9.15 miałam już wykład na uczelni, kiosk był rzut kamieniem od
uniwersytetu więc pasował mi taki poranek, w zależności od dnia
spędzałam 3 – 4 godziny dziennie na wykładach, czasami zdarzało
się dłużej. Plan miałam tak ustalony że na szczęście nie
miałam jakiś dłuższych przerw pomiędzy. Po zajęciach, miałam
czas na 15 minutowy lunch, a potem szybko w metro i na trening.
Trenerka
nie cierpiała spóznień więc zawsze starałam się być parę
minut szybciej. Pierwsze 30 minut spędzaliśmy w szatni omawiając
taktykę, ewentualne elementy do poprawy, plan treningu itd, więc
mój żolądek mógł spokojnie strawić jedzenie przed wysiłkiem.
Często nasze ''spotkanie'' się przedłużało bo zachaczlaiśmy też
o prywatne sprawy, to nas zbliżało, drużyna stawała się bardziej
jak rodzina, każda z Nas wiedziała że możemy na siebie liczyć, a
trenerka była dla Nas jak matka, zwłaszcza że większość
dziewczyn przeprowadziło się do Londynu z różnych powodów. O
16.30 koniec ostrego wycisku jaki ''serwowała'' nam Pani trener,
prysznic i miałam 20 minut na ogarnięcie czegoś do zjedzenia i
przedostanie się do pub'u w którym pracowałam w większość moich
popołudni, a często też w weekendy.
Praca w pub'ie też nie była
zła.. to znaczy praca sama w sobie była dosyć przyjemna dopóki stado
śliniących się i ledwo widzących baranów (facetów) nie
zaczynała walić stereotypowymi tekstami na podryw byle by im
sprzedać piwko, lub nalać za darmo. Jak jest dużo ludzi i jest
głośno to nie jest mi do śmiechu, ale czasami kiedy jest
spokojnie, to kiedy widzę faceta który ledwo co utrzymuje się na
nogach dukającego ''go- go – goł – gołąbeeeczzku'' i stara
się jak może to aż muszę dusić śmiech w sobie, bo jeszcze by to
wziął za ''znak'' i wtedy by się zaczeło.. Ale oczywiście
znajdują się bardzo kulturalni dżentelmeni, lub zwykli mężczyzni
którzy wiedzą kiedy czas powiedzieć koniec i do domu!
Pomimo
masy obowiązków, braku czasu, braku snu i coraz większego tyłka
bo te kalorie i fast foody które wpieprzałam na szybkiego lub ze
stresu nie szły w cycki a w biodra i dupę, nie marudziłam,
cieszyłam że wszystko nareszcie mam poukładane, cieszyłam się że
jestem zdana na siebie, że mam pracę, że jestem kolejny rok w
uniwerku, owszem bywa ciężko, często się ze wszystkim nie
wyrabiam, do tego mam (czasami!) uciążliwą lokatorkę której nie
wyrzucę ponieważ jest najlepszą przyjaciółką na świecie,
czasem mam za dużo na głowie przez co właśnie cierpi mój zegar
biologiczny, bo przez to że w nocy nie dosypiam, każda pora w
czasie dnia staje się dobra żeby nadrobić pół godzinki, owszem
nie mam faceta, rodzina mieszka 3 godziny od Londynu, a reszta w
Polsce, no i brakuje mi też czasu aby pamiętać i utrzyywać
aktywny kontakt z resztą osób ważnych w moim życiu.. ale
wiedziałam co robię i co Mnie czeka po wyprowadzce z domu do
Londynu na uczelnie, z resztą mam plan i musi on zostać wykonany,
zostanę kobietą sukcesu i nic ani nikt nie przeszkodzi mi w tym!
A
zapomniałabym! Mam przecież też swoją kotkę, zawsze jest, zawsze
Mnie rozumie i zawsze potrafi Mnie pocieszać, nie mogłam jej
zostawić w domu, musiałam ją zabrać ze sobą kiedy się
wyprowadzałam!
----------------------------------------------
I
jest rozdział 2! Mam nadzieje że się chociaż trochę podoba! :))
Trochę dłuższy, oczywiście jeszcze wszystkiego Wam nie odkryłam,
ale przynajmniej jest mała garstka info o głównej bohaterce ;))
Zostaw
ślad po sobie żebym wiedziała że ktoś to czyta. POZDRAWIAM!
A
I jeszcze z innej beczki – chłopaki BVB są już po
pierwszym treningu po świątecznej przerwie! I niedługo runda
wiosenna<3 A Nasi obrońcy i Gundogan powolutku wracają do
zdrowia! Co prawda Subotic I Hummels jeszcze tylko siłowe treningi
mają ale już niedługo i BVB powróci z powerem, pokazując
Bayernowi i innym że ostatnie przegrane w lidze to tylko wypadek
przy pracy! :D Heja BVB! C.
No comments:
Post a Comment