Pages

Sunday, January 05, 2014

Rozdział 2 - Mam masę obowiązków, stado śliniących się baranów i plan do wykonania!

            Zasnęłam z uśmiechem na twarzy, który zniknął jak tylko usłyszałam tak bardzo znienawidzoną melodie która oznaczła 6 rano.. - Budziku jeszcze chwila.. - Nie! Nie możesz, wstawaj już! - Ale jeszcze sekundka, jest mi tak ciepło.. jeeeszcze chwilunia.. - Nie, wstawaj, teraz! Bo potem nie wstaniesz, spóznisz się i będzie chryja i cały dzień będzie w dupe! - powoli i niechętnie otwierając oczy, mamrotałam monolog, kłócąc się sama ze sobą jak co rano.. Uwielbiam spać! Potrafiłabym przespać albo przynajmniej przeleżeć caluuutki dzień w lóżku, gdyby tylko mój grafik na to pozwalał..
Jak co rano, prysznic, potem wyjełam z szafy wygodne jeansy i zwykły top, spiełam włosy w niechlujny kok, szybkie śniadanie, kawusia, bo bez kofeiny nie przeżyłabym dnia, z resztą tak jak wszyscy dookoła Mnie.. ;> Obudziłam Ankę, zebrałam papiery, wziełam torbę, i o 6.40 kluczyłam już drzwi.
Czerwcowy poranek, cieplutki i suchy.. Taki spacer rano to dla Mnie dawka pozytywnej energii.. miasto powoli budziło sie do życia, jeszcze nie było wielkich korków, i ludzie jeszcze nie gonili się z czasem, ulice były w miarę puste, przynajmniej te boczne uliczki którymi dążyłam do pracy w sam raz, żeby rano pozbierać i poukładać myśli przed ciężkim dniem. Od siódmej do dziewiątej sprzedawałam gazety w kiosku 2-3 dni w tygodniu, nie było to nic ciężkiego, owszem ludzie jak ludzie potrafią być denerwujący zwłaszcza w takim mieście jak Londyn, ale taki pieniądz zarobiony praktycznie bez wysiłku, przy tempie mojego życia, zawsze mile widziany i zawsze się przyda.
O 9.15 miałam już wykład na uczelni, kiosk był rzut kamieniem od uniwersytetu więc pasował mi taki poranek, w zależności od dnia spędzałam 3 – 4 godziny dziennie na wykładach, czasami zdarzało się dłużej. Plan miałam tak ustalony że na szczęście nie miałam jakiś dłuższych przerw pomiędzy. Po zajęciach, miałam czas na 15 minutowy lunch, a potem szybko w metro i na trening.
Trenerka nie cierpiała spóznień więc zawsze starałam się być parę minut szybciej. Pierwsze 30 minut spędzaliśmy w szatni omawiając taktykę, ewentualne elementy do poprawy, plan treningu itd, więc mój żolądek mógł spokojnie strawić jedzenie przed wysiłkiem. Często nasze ''spotkanie'' się przedłużało bo zachaczlaiśmy też o prywatne sprawy, to nas zbliżało, drużyna stawała się bardziej jak rodzina, każda z Nas wiedziała że możemy na siebie liczyć, a trenerka była dla Nas jak matka, zwłaszcza że większość dziewczyn przeprowadziło się do Londynu z różnych powodów. O 16.30 koniec ostrego wycisku jaki ''serwowała'' nam Pani trener, prysznic i miałam 20 minut na ogarnięcie czegoś do zjedzenia i przedostanie się do pub'u w którym pracowałam w większość moich popołudni, a często też w weekendy. 
Praca w pub'ie też nie była zła.. to znaczy praca sama w sobie była dosyć przyjemna dopóki stado śliniących się i ledwo widzących baranów (facetów) nie zaczynała walić stereotypowymi tekstami na podryw byle by im sprzedać piwko, lub nalać za darmo. Jak jest dużo ludzi i jest głośno to nie jest mi do śmiechu, ale czasami kiedy jest spokojnie, to kiedy widzę faceta który ledwo co utrzymuje się na nogach dukającego ''go- go – goł – gołąbeeeczzku'' i stara się jak może to aż muszę dusić śmiech w sobie, bo jeszcze by to wziął za ''znak'' i wtedy by się zaczeło.. Ale oczywiście znajdują się bardzo kulturalni dżentelmeni, lub zwykli mężczyzni którzy wiedzą kiedy czas powiedzieć koniec i do domu!
Pomimo masy obowiązków, braku czasu, braku snu i coraz większego tyłka bo te kalorie i fast foody które wpieprzałam na szybkiego lub ze stresu nie szły w cycki a w biodra i dupę, nie marudziłam, cieszyłam że wszystko nareszcie mam poukładane, cieszyłam się że jestem zdana na siebie, że mam pracę, że jestem kolejny rok w uniwerku, owszem bywa ciężko, często się ze wszystkim nie wyrabiam, do tego mam (czasami!) uciążliwą lokatorkę której nie wyrzucę ponieważ jest najlepszą przyjaciółką na świecie, czasem mam za dużo na głowie przez co właśnie cierpi mój zegar biologiczny, bo przez to że w nocy nie dosypiam, każda pora w czasie dnia staje się dobra żeby nadrobić pół godzinki, owszem nie mam faceta, rodzina mieszka 3 godziny od Londynu, a reszta w Polsce, no i brakuje mi też czasu aby pamiętać i utrzyywać aktywny kontakt z resztą osób ważnych w moim życiu.. ale wiedziałam co robię i co Mnie czeka po wyprowadzce z domu do Londynu na uczelnie, z resztą mam plan i musi on zostać wykonany, zostanę kobietą sukcesu i nic ani nikt nie przeszkodzi mi w tym!

A zapomniałabym! Mam przecież też swoją kotkę, zawsze jest, zawsze Mnie rozumie i zawsze potrafi Mnie pocieszać, nie mogłam jej zostawić w domu, musiałam ją zabrać ze sobą kiedy się wyprowadzałam!

----------------------------------------------
I jest rozdział 2! Mam nadzieje że się chociaż trochę podoba! :)) Trochę dłuższy, oczywiście jeszcze wszystkiego Wam nie odkryłam, ale przynajmniej jest mała garstka info o głównej bohaterce ;))
Zostaw ślad po sobie żebym wiedziała że ktoś to czyta. POZDRAWIAM!
A I jeszcze z innej beczki – chłopaki BVB są już po pierwszym treningu po świątecznej przerwie! I niedługo runda wiosenna<3 A Nasi obrońcy i Gundogan powolutku wracają do zdrowia! Co prawda Subotic I Hummels jeszcze tylko siłowe treningi mają ale już niedługo i BVB powróci z powerem, pokazując Bayernowi i innym że ostatnie przegrane w lidze to tylko wypadek przy pracy! :D Heja BVB! C.

No comments:

Post a Comment