Pages

Tuesday, January 28, 2014

Rozdział 15 - Ja po prostu nie chcę żebyś czuł się jakkolwiek zobowiązany wobec Mnie..

     - To jak? Leżaki i wypoczynek czy macie inne plany? - zapytał Mario patrząc to raz na Anie, to raz na Mnie. Ania też spojrzała na mnie, błagalnym wzrokiem. - W sumie to nie mamy żadnych planów – powiedziałam po polsku i uśmiechnełam się.
    - TAK! PLAŻA! - Ania prawie wrzasneła, ciesząc się jak dziecko. Na początku chciałam jej powiedzieć że idziemy tyko na plażę ale po chwili doszło do Mnie że tu bardziej chodzi o kolejne chwile spędzone z Mario. Przynajmniej tym razem czekała na moje zdanie a nie buchneła z odpowiedzią bez jakiejkolwiek konsultacji.
     Ani Marco ani Mario, nie pozwolili Nam zapłacić za nasze śniadanie, co było z jednej strony miłe, ale z drugiej przecież potrafię zapłacić sama za siebie!
   - Nie martw się, nie zbankrutuję przez tego drink'a i to śniadanie – zażartował Reus widząc moją minę.
   - A idz Ty, bo nie mam słów na Was!
   - Dobra to lecimy się przebrać! - powiedziała Ania, ciągnąc mnie. - za 20 minut będziemy z powrotem – dodała. Szybko się uwinełyśmy, ubrałam nowy strój, w torbę zapakowałam sukienkę, krem, ręcznik i spotkałyśmy znudzonych chłopaków. Nie mineło pół godziny a Anki i Mario nie było, tylko tym razem wybyli do basenu, do którego parę minut wcześniej wskoczył Reus, żeby nacieszyć się ochłodzeniem. Miałam przynajmniej spokój, ciepełko, słoneczko i zero paplaniny Anki ani rozmów w tym diabelskim języku. Ale aż tak zle nie jest, przez wyjazdy i Borussie, ponieważ zdarza się że mecze pokazywane są tylko na niemieckich kanałach, nawet polubiłam ten język.. Kto by pomyślał, nie sądziłam że kiedykolwiek to powiem..
   - Masz zamiar tak leżeć cały dzień? - zanim usłyszałam jego głos poczułam zimne krople wody na sobie.
   - Jak przestaniesz mi zasłaniać słońce to owszem – odpowiedziałam.
   - Wstawaj! Nie będziesz tutaj sama siedziała! Może nasze wygłupy w basenie są dziecinne, ale warto się dołączyć! - stanowczo namawiał mnie Marco. - po czym dodał z ironią – Ance się podobają!
   - Mario też się dobrze bawi! Po za tym odpuść sobie! Przynajmniej miałam spokój i ciepełko! Mnie tu dobrze! - lekkie poirytowanie jego komentarzem zamieniło się w uśmiech kiedy dokańczałam moje zdanie.
   - Mam Cię prosić?
   - Marco, daj sobie spokój. Mnie tu dobrze, idz się z nimi bawić i nie przejmuj się Mną. Z samotnością się dobrze znamy i nawet lubimy. - otowrzyłam oczy i pokiwałam głową żeby go upewnić że jestem pewna tego co mówię. - Przestań zasłaniać mi słonce i odsuń się bo kapiesz zimną wodą – dodałam po czym wytknełam mu język.
   - Uparty egzemplarz – zmrużył oczy. Kiedy westchnełam wziął krok do tyłu. - To może kompromis? - dodał
   - Uparty egzemplarz nie ma pojęcia co to znaczy – wywróciłam oczami po czym zaczeliśmy się śmiać. - To na czym miałby ten kompromis polegać? – oparałam łokieć na siedzeniu od leżaka.
   - No posiedzę z Tobą tutaj z pół godzinki a potem Ty potowarzysz mi w basenie! - wyszczerzył się.
   - Ohohohoho, zapomniałeś o czymś!
   - Hm?
   - Ja nie prosiłam żebyś Ty mi dotrzymywał towarzystwa na leżakach! - wyszczerzyłam się w jego stronę. - Zróbmy tak, rób co chcesz, nie musisz tutaj siedzieć, a ja za pół godziny dołącze do Was, pasuje? - Miałam nadzieje że zakończyłam negocjacje. Uwielbiałam baseny, morze, jeziora czy nawet zwykłą wanne, normalnie byłabym pierwsza żeby siedzieć w wodzie ale dzisiaj po prostu nie miałam ochoty, im starsza jestem tym bardziej lubię się wygrzewać na słońcu i wypoczywać. Z drugiej strony nie mogę leżeć i się nie ruszać przez całe popołudnie, bo to też nie zdrowe.
   - Ok, trzymam Cię za słowo! - Blondyn nareszcie przestał zasłaniać mi słońce. Po czym połozył się na leżaku obok.
   - Mówiłam że możesz zrobić co chcesz, że dołączę – mruknełam głośno.
   - No i robię! a chcę się położyć tutaj. Aż tak przeszkadzam? - uszczypnął Mnie w rękę.
   - Nie Marco, nie przeszkadzasz! - usiadłam. - Ja po prostu nie chcę żebyś czuł się jakkolwiek zobowiązany wobec Mnie ponieważ Twój przyjaciel zajmuję się moją przyjaciółką. To że Anka się zabawia i zostaję sama, nie oznacza że musisz się czuć w obowiązku dotrzymywania mi towarzystwa. - Nie chciałam żeby Marco rezygnował ze swoich planów przeze Mnie, przez gierki Ani, to by było nie fair, miałam takie odczucie że zachowuje się tak jak zachowuje przez zachowanie Mario.
   - Pieprzysz głupoty! - zaśmiał się niemiec. - Gdybym nie chciał to bym tu nie siedział. Nie oferował Ci noclegu z poczucia obowiązku z powodu przyjaciela-idioty. Gdybym nie chciał to nie jadł bym z Tobą śniadania dzisiaj, ani nie zaoferował Ci zjedzenia obiadu ze Mną? - skończył pytaniem, spojrzałam na niego.
   - To jak? Co prawda tostów już nie wykombinuję ale może spodoba Ci się coś w menu? - uśmiechnął się. Zmieszałam się. Po pierwsze, wygląda na to że zle oceniłam sytuacje, może naprawdę nie zachowuje się tak ze współczucia, a po drugie w głowie słyszę – ”Piłkarz Twojej ukochanej drużyny właśnie zaprasza Cię na obiad, uwierzysz w to?” ”Serio?!” ”To się dzieje naprawdę” ”Halooo, Ewelina, odpowiedz coś”
   - Myślę że znajdzie się coś wartego spróbowania. Będzie mi miło zjeść obiad z Tobą. - odpowiedziałam po dłuższej chwili, po przeprowadzeniu monologu w głowie.
   - Spodziewałem się walki ale fajnie że obyło się bez negocjacji – ponownie uśmiechnął się do Mnie.
     Uśmiech miał naprawdę ładny, taki zawadniacki, do tego może nie idealne ale równe, śnieżno białe zęby. Jak pojawiał się u niego na twarzy dodawał mu chłopięcego uroku. Chwilę przeleżeliśmy po czym szturchnełam go. - To jak? Idziemy? - po czym wstałam i udałam się w stronę basenu. Tuż przy krawędzi kiedy chciałam się odwrócić czy Reus idzie czy nie, poczułam czyjeś ręcę na moich biodrach i lekkie pchnięcie, jakbym miała wpaść do basenu, ale jednak te ręcę asekurowały Mnie.
    - Uważaj – ułyszałam śmiech i odwróciłam się.
    - Hej Adriano! - uśmiechnełam się.
    - Co tam? Sama?
    - Nie, nie sama – usłyszałam i poczułam że Marco staje koło Mnie
    - Nie, Adriano, jestem z przyjaciółmi – próbowałam ocieplić zimną atmosfere.
    - A to co robisz po? - zapytał. Głupio mi było, naprawdę, Adriano mi pomógł i zawsze był dla Mnie miły, ale musiałam mu odmówić
    - przepraszam ale mam już plany.. - spojrzałam na niego. - Ale może innym razem, umówimy się na kawę? - uśmiechnełam się.
   - Jak najbardziej, słuchaj znajdę Cię potem w hotelu i dogadamy się, okej? - odwzajemnił uśmiech.
   - Okej! - Po czym odwróciłam się do schodków żeby wejść do basenu. Zapanowała niezręczna cisza pomiędzy Mną a Marco.
   - Nie powinienem się odzywać. Przepraszam – przerwał ciszę. - Po prostu nie lubię tego gościa. Jest dziwny.
   - Ale przecież ja nic nie mówiłam Marco – skwitowałam to. Nie miałam ochoty na tłumaczenia czy pouczenia ani rozmowę na ten temat.. zresztą tak właściwie to na jaki niby temat?
    W basenie zachowywaliśmy się jak dzieci.. myślałam że ludzie wokół nas pozabijają, bo biegaliśmy chlapiąc się po całej części basenu. Po chwili jednak zapanowała chwila spokoju, razem z Anią zanurzyłyśmy się po szyję w wodzie i pośmiałyśmy się z chłopaków bo uprawiali wodne zapasy.
   - Żabciu.. - zaczeła Ania
   - taaaak? - już wiedziałam co się święci, żabcie, myszki, rybki i bóg wie co jeszcze zawsze wkraczają kiedy jest prośba lub kiedy coś przeskrobała.
   - Bo wiesz, z tym obiadem to chyba nas nie będzie.. to znaczy jeżeli nie miałabyś..
   - Okej, okej, nie dokańczaj zdania, zmywajcie się! - przyjaciółka mnie uścisneła – Ale nie za długo bo chcę się ogarnąć przed dzisiejszym dancingiem! - puściłam jej oczko. Po czym odprowadziłam ją wzrokiem, złapała za rękę Mario i poszli, rozejrzałam się ale gdzie jest.. W momencie kiedy już miałam się sama siebie pytać gdzie zniknął blondyn przeżyłam drugi zawał serca w Dubaju.
     Poczułam pociągnięcie za nogi, tak że znowu zanurzyłam się w wodzie po szyje, Marco się wynurzył i w ciągu paru sekund nasze twarze dzieliło kilka centymetrów..

-------------------
HEJ! I jest 15 rozdział! Mam nadzieję że nie rozczarowałam! Jutro postaram się dodać następny! :)
DZIĘKUJĘ ZA komentarze! To jest duża motywacja dla Mnie a zarazem wynagorodzenie! ;>
Ściskam regularnych czytelników mego bloga! :)) Zostawcie ślad po sobie! POZDRAWIAM! :*

P.S - Jak fajnie mija tydzień z myślą że w Piątek nasze pszczółki grają<3
HEJA BVB! C.

4 comments:

  1. W takim momencie kończyc? dodawaj szybko następny :)
    PS Byle do piątku :D (nie dośc że mecz to jeszcze początek ferii)

    ReplyDelete
    Replies
    1. No to rzeczywiście dobry Piątek! :D Miłego leniuchowania! :)) Pozdrawiam! :**

      Delete
  2. Cudowny , mam nadzieję że w kolejnym rozdziale pojawią się bardziej rozwinięte sytuacje między główną bohaterką a Marco.
    Pozdrawiam <3 ;-)

    ReplyDelete
  3. :O Weź kurde, nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału !! ;O ;**

    W WOLNEJ CHWILI ZAPRASZAM http://nie-wiem-nie-pytaj-mnie.blogspot.com/ ;)
    Pozdrawiam.♥

    ReplyDelete