- To jak?
Leżaki i wypoczynek czy macie inne plany? - zapytał Mario patrząc
to raz na Anie, to raz na Mnie. Ania też spojrzała na mnie,
błagalnym wzrokiem. - W sumie to nie mamy żadnych planów –
powiedziałam po polsku i uśmiechnełam się.
- TAK! PLAŻA! - Ania prawie wrzasneła, ciesząc się jak dziecko. Na początku chciałam jej powiedzieć że idziemy tyko na plażę ale po chwili doszło do Mnie że tu bardziej chodzi o kolejne chwile spędzone z Mario. Przynajmniej tym razem czekała na moje zdanie a nie buchneła z odpowiedzią bez jakiejkolwiek konsultacji.
Ani Marco ani Mario, nie pozwolili Nam zapłacić za nasze śniadanie, co było z jednej strony miłe, ale z drugiej przecież potrafię zapłacić sama za siebie!
- Nie martw się, nie zbankrutuję przez tego drink'a i to śniadanie – zażartował Reus widząc moją minę.
- A idz Ty, bo nie mam słów na Was!
- Dobra to lecimy się przebrać! - powiedziała Ania, ciągnąc mnie. - za 20 minut będziemy z powrotem – dodała. Szybko się uwinełyśmy, ubrałam nowy strój, w torbę zapakowałam sukienkę, krem, ręcznik i spotkałyśmy znudzonych chłopaków. Nie mineło pół godziny a Anki i Mario nie było, tylko tym razem wybyli do basenu, do którego parę minut wcześniej wskoczył Reus, żeby nacieszyć się ochłodzeniem. Miałam przynajmniej spokój, ciepełko, słoneczko i zero paplaniny Anki ani rozmów w tym diabelskim języku. Ale aż tak zle nie jest, przez wyjazdy i Borussie, ponieważ zdarza się że mecze pokazywane są tylko na niemieckich kanałach, nawet polubiłam ten język.. Kto by pomyślał, nie sądziłam że kiedykolwiek to powiem..
- Masz zamiar tak leżeć cały dzień? - zanim usłyszałam jego głos poczułam zimne krople wody na sobie.
- Jak przestaniesz mi zasłaniać słońce to owszem – odpowiedziałam.
- Wstawaj! Nie będziesz tutaj sama siedziała! Może nasze wygłupy w basenie są dziecinne, ale warto się dołączyć! - stanowczo namawiał mnie Marco. - po czym dodał z ironią – Ance się podobają!
- Mario też się dobrze bawi! Po za tym odpuść sobie! Przynajmniej miałam spokój i ciepełko! Mnie tu dobrze! - lekkie poirytowanie jego komentarzem zamieniło się w uśmiech kiedy dokańczałam moje zdanie.
- Mam Cię prosić?
- Marco, daj sobie spokój. Mnie tu dobrze, idz się z nimi bawić i nie przejmuj się Mną. Z samotnością się dobrze znamy i nawet lubimy. - otowrzyłam oczy i pokiwałam głową żeby go upewnić że jestem pewna tego co mówię. - Przestań zasłaniać mi słonce i odsuń się bo kapiesz zimną wodą – dodałam po czym wytknełam mu język.
- Uparty egzemplarz – zmrużył oczy. Kiedy westchnełam wziął krok do tyłu. - To może kompromis? - dodał
- Uparty egzemplarz nie ma pojęcia co to znaczy – wywróciłam oczami po czym zaczeliśmy się śmiać. - To na czym miałby ten kompromis polegać? – oparałam łokieć na siedzeniu od leżaka.
- TAK! PLAŻA! - Ania prawie wrzasneła, ciesząc się jak dziecko. Na początku chciałam jej powiedzieć że idziemy tyko na plażę ale po chwili doszło do Mnie że tu bardziej chodzi o kolejne chwile spędzone z Mario. Przynajmniej tym razem czekała na moje zdanie a nie buchneła z odpowiedzią bez jakiejkolwiek konsultacji.
Ani Marco ani Mario, nie pozwolili Nam zapłacić za nasze śniadanie, co było z jednej strony miłe, ale z drugiej przecież potrafię zapłacić sama za siebie!
- Nie martw się, nie zbankrutuję przez tego drink'a i to śniadanie – zażartował Reus widząc moją minę.
- A idz Ty, bo nie mam słów na Was!
- Dobra to lecimy się przebrać! - powiedziała Ania, ciągnąc mnie. - za 20 minut będziemy z powrotem – dodała. Szybko się uwinełyśmy, ubrałam nowy strój, w torbę zapakowałam sukienkę, krem, ręcznik i spotkałyśmy znudzonych chłopaków. Nie mineło pół godziny a Anki i Mario nie było, tylko tym razem wybyli do basenu, do którego parę minut wcześniej wskoczył Reus, żeby nacieszyć się ochłodzeniem. Miałam przynajmniej spokój, ciepełko, słoneczko i zero paplaniny Anki ani rozmów w tym diabelskim języku. Ale aż tak zle nie jest, przez wyjazdy i Borussie, ponieważ zdarza się że mecze pokazywane są tylko na niemieckich kanałach, nawet polubiłam ten język.. Kto by pomyślał, nie sądziłam że kiedykolwiek to powiem..
- Masz zamiar tak leżeć cały dzień? - zanim usłyszałam jego głos poczułam zimne krople wody na sobie.
- Jak przestaniesz mi zasłaniać słońce to owszem – odpowiedziałam.
- Wstawaj! Nie będziesz tutaj sama siedziała! Może nasze wygłupy w basenie są dziecinne, ale warto się dołączyć! - stanowczo namawiał mnie Marco. - po czym dodał z ironią – Ance się podobają!
- Mario też się dobrze bawi! Po za tym odpuść sobie! Przynajmniej miałam spokój i ciepełko! Mnie tu dobrze! - lekkie poirytowanie jego komentarzem zamieniło się w uśmiech kiedy dokańczałam moje zdanie.
- Mam Cię prosić?
- Marco, daj sobie spokój. Mnie tu dobrze, idz się z nimi bawić i nie przejmuj się Mną. Z samotnością się dobrze znamy i nawet lubimy. - otowrzyłam oczy i pokiwałam głową żeby go upewnić że jestem pewna tego co mówię. - Przestań zasłaniać mi słonce i odsuń się bo kapiesz zimną wodą – dodałam po czym wytknełam mu język.
- Uparty egzemplarz – zmrużył oczy. Kiedy westchnełam wziął krok do tyłu. - To może kompromis? - dodał
- Uparty egzemplarz nie ma pojęcia co to znaczy – wywróciłam oczami po czym zaczeliśmy się śmiać. - To na czym miałby ten kompromis polegać? – oparałam łokieć na siedzeniu od leżaka.
- No
posiedzę z Tobą tutaj z pół godzinki a potem Ty potowarzysz mi w
basenie! - wyszczerzył się.
- Ohohohoho, zapomniałeś o czymś!
- Hm?
- Ja nie prosiłam żebyś Ty mi dotrzymywał towarzystwa na leżakach! - wyszczerzyłam się w jego stronę. - Zróbmy tak, rób co chcesz, nie musisz tutaj siedzieć, a ja za pół godziny dołącze do Was, pasuje? - Miałam nadzieje że zakończyłam negocjacje. Uwielbiałam baseny, morze, jeziora czy nawet zwykłą wanne, normalnie byłabym pierwsza żeby siedzieć w wodzie ale dzisiaj po prostu nie miałam ochoty, im starsza jestem tym bardziej lubię się wygrzewać na słońcu i wypoczywać. Z drugiej strony nie mogę leżeć i się nie ruszać przez całe popołudnie, bo to też nie zdrowe.
- Ok, trzymam Cię za słowo! - Blondyn nareszcie przestał zasłaniać
mi słońce. Po czym połozył się na leżaku obok.- Ohohohoho, zapomniałeś o czymś!
- Hm?
- Ja nie prosiłam żebyś Ty mi dotrzymywał towarzystwa na leżakach! - wyszczerzyłam się w jego stronę. - Zróbmy tak, rób co chcesz, nie musisz tutaj siedzieć, a ja za pół godziny dołącze do Was, pasuje? - Miałam nadzieje że zakończyłam negocjacje. Uwielbiałam baseny, morze, jeziora czy nawet zwykłą wanne, normalnie byłabym pierwsza żeby siedzieć w wodzie ale dzisiaj po prostu nie miałam ochoty, im starsza jestem tym bardziej lubię się wygrzewać na słońcu i wypoczywać. Z drugiej strony nie mogę leżeć i się nie ruszać przez całe popołudnie, bo to też nie zdrowe.
- Mówiłam
że możesz zrobić co chcesz, że dołączę – mruknełam głośno.
- No i robię! a chcę się położyć tutaj. Aż tak przeszkadzam? - uszczypnął Mnie w rękę.
- Nie Marco, nie przeszkadzasz! - usiadłam. - Ja po prostu nie chcę żebyś czuł się jakkolwiek zobowiązany wobec Mnie ponieważ Twój przyjaciel zajmuję się moją przyjaciółką. To że Anka się zabawia i zostaję sama, nie oznacza że musisz się czuć w obowiązku dotrzymywania mi towarzystwa. - Nie chciałam żeby Marco rezygnował ze swoich planów przeze Mnie, przez gierki Ani, to by było nie fair, miałam takie odczucie że zachowuje się tak jak zachowuje przez zachowanie Mario.
- Pieprzysz głupoty! - zaśmiał się niemiec. - Gdybym nie chciał to bym tu nie siedział. Nie oferował Ci noclegu z poczucia obowiązku z powodu przyjaciela-idioty. Gdybym nie chciał to nie jadł bym z Tobą śniadania dzisiaj, ani nie zaoferował Ci zjedzenia obiadu ze Mną? - skończył pytaniem, spojrzałam na niego.
- No i robię! a chcę się położyć tutaj. Aż tak przeszkadzam? - uszczypnął Mnie w rękę.
- Nie Marco, nie przeszkadzasz! - usiadłam. - Ja po prostu nie chcę żebyś czuł się jakkolwiek zobowiązany wobec Mnie ponieważ Twój przyjaciel zajmuję się moją przyjaciółką. To że Anka się zabawia i zostaję sama, nie oznacza że musisz się czuć w obowiązku dotrzymywania mi towarzystwa. - Nie chciałam żeby Marco rezygnował ze swoich planów przeze Mnie, przez gierki Ani, to by było nie fair, miałam takie odczucie że zachowuje się tak jak zachowuje przez zachowanie Mario.
- Pieprzysz głupoty! - zaśmiał się niemiec. - Gdybym nie chciał to bym tu nie siedział. Nie oferował Ci noclegu z poczucia obowiązku z powodu przyjaciela-idioty. Gdybym nie chciał to nie jadł bym z Tobą śniadania dzisiaj, ani nie zaoferował Ci zjedzenia obiadu ze Mną? - skończył pytaniem, spojrzałam na niego.
- To jak? Co prawda tostów już nie
wykombinuję ale może spodoba Ci się coś w menu? - uśmiechnął
się. Zmieszałam się. Po pierwsze, wygląda na to że zle oceniłam
sytuacje, może naprawdę nie zachowuje się tak ze współczucia, a
po drugie w głowie słyszę – ”Piłkarz Twojej ukochanej drużyny
właśnie zaprasza Cię na obiad, uwierzysz w to?” ”Serio?!”
”To się dzieje naprawdę” ”Halooo, Ewelina, odpowiedz coś”
- Myślę że znajdzie się coś wartego spróbowania. Będzie mi miło zjeść obiad z Tobą. - odpowiedziałam po dłuższej chwili, po przeprowadzeniu monologu w głowie.
- Spodziewałem się walki ale fajnie że obyło się bez negocjacji – ponownie uśmiechnął się do Mnie.
Uśmiech miał naprawdę ładny, taki zawadniacki, do tego może nie idealne ale równe, śnieżno białe zęby. Jak pojawiał się u niego na twarzy dodawał mu chłopięcego uroku. Chwilę przeleżeliśmy po czym szturchnełam go. - To jak? Idziemy? - po czym wstałam i udałam się w stronę basenu. Tuż przy krawędzi kiedy chciałam się odwrócić czy Reus idzie czy nie, poczułam czyjeś ręcę na moich biodrach i lekkie pchnięcie, jakbym miała wpaść do basenu, ale jednak te ręcę asekurowały Mnie.
- Uważaj – ułyszałam śmiech i odwróciłam się.
- Hej Adriano! - uśmiechnełam się.
- Co tam? Sama?
- Nie, nie sama – usłyszałam i poczułam że Marco staje koło Mnie
- Nie, Adriano, jestem z przyjaciółmi – próbowałam ocieplić zimną atmosfere.
- A to co robisz po? - zapytał. Głupio mi było, naprawdę, Adriano mi pomógł i zawsze był dla Mnie miły, ale musiałam mu odmówić
- przepraszam ale mam już plany.. - spojrzałam na niego. - Ale może innym razem, umówimy się na kawę? - uśmiechnełam się.
- Jak najbardziej, słuchaj znajdę Cię potem w hotelu i dogadamy się, okej? - odwzajemnił uśmiech.
- Okej! - Po czym odwróciłam się do schodków żeby wejść do basenu. Zapanowała niezręczna cisza pomiędzy Mną a Marco.
- Nie powinienem się odzywać. Przepraszam – przerwał ciszę. - Po prostu nie lubię tego gościa. Jest dziwny.
- Ale przecież ja nic nie mówiłam Marco – skwitowałam to. Nie miałam ochoty na tłumaczenia czy pouczenia ani rozmowę na ten temat.. zresztą tak właściwie to na jaki niby temat?
W basenie zachowywaliśmy się jak dzieci.. myślałam że ludzie wokół nas pozabijają, bo biegaliśmy chlapiąc się po całej części basenu. Po chwili jednak zapanowała chwila spokoju, razem z Anią zanurzyłyśmy się po szyję w wodzie i pośmiałyśmy się z chłopaków bo uprawiali wodne zapasy.
- Żabciu.. - zaczeła Ania
- taaaak? - już wiedziałam co się święci, żabcie, myszki, rybki i bóg wie co jeszcze zawsze wkraczają kiedy jest prośba lub kiedy coś przeskrobała.
- Bo wiesz, z tym obiadem to chyba nas nie będzie.. to znaczy jeżeli nie miałabyś..
- Okej, okej, nie dokańczaj zdania, zmywajcie się! - przyjaciółka mnie uścisneła – Ale nie za długo bo chcę się ogarnąć przed dzisiejszym dancingiem! - puściłam jej oczko. Po czym odprowadziłam ją wzrokiem, złapała za rękę Mario i poszli, rozejrzałam się ale gdzie jest.. W momencie kiedy już miałam się sama siebie pytać gdzie zniknął blondyn przeżyłam drugi zawał serca w Dubaju.
Poczułam pociągnięcie za nogi, tak że znowu zanurzyłam się w wodzie po szyje, Marco się wynurzył i w ciągu paru sekund nasze twarze dzieliło kilka centymetrów..
-------------------
HEJ! I jest 15 rozdział! Mam nadzieję że nie rozczarowałam! Jutro postaram się dodać następny! :)
DZIĘKUJĘ ZA komentarze! To jest duża motywacja dla Mnie a zarazem wynagorodzenie! ;>
Ściskam regularnych czytelników mego bloga! :)) Zostawcie ślad po sobie! POZDRAWIAM! :*
P.S - Jak fajnie mija tydzień z myślą że w Piątek nasze pszczółki grają<3
HEJA BVB! C.
- Myślę że znajdzie się coś wartego spróbowania. Będzie mi miło zjeść obiad z Tobą. - odpowiedziałam po dłuższej chwili, po przeprowadzeniu monologu w głowie.
- Spodziewałem się walki ale fajnie że obyło się bez negocjacji – ponownie uśmiechnął się do Mnie.
Uśmiech miał naprawdę ładny, taki zawadniacki, do tego może nie idealne ale równe, śnieżno białe zęby. Jak pojawiał się u niego na twarzy dodawał mu chłopięcego uroku. Chwilę przeleżeliśmy po czym szturchnełam go. - To jak? Idziemy? - po czym wstałam i udałam się w stronę basenu. Tuż przy krawędzi kiedy chciałam się odwrócić czy Reus idzie czy nie, poczułam czyjeś ręcę na moich biodrach i lekkie pchnięcie, jakbym miała wpaść do basenu, ale jednak te ręcę asekurowały Mnie.
- Uważaj – ułyszałam śmiech i odwróciłam się.
- Hej Adriano! - uśmiechnełam się.
- Co tam? Sama?
- Nie, nie sama – usłyszałam i poczułam że Marco staje koło Mnie
- Nie, Adriano, jestem z przyjaciółmi – próbowałam ocieplić zimną atmosfere.
- A to co robisz po? - zapytał. Głupio mi było, naprawdę, Adriano mi pomógł i zawsze był dla Mnie miły, ale musiałam mu odmówić
- przepraszam ale mam już plany.. - spojrzałam na niego. - Ale może innym razem, umówimy się na kawę? - uśmiechnełam się.
- Jak najbardziej, słuchaj znajdę Cię potem w hotelu i dogadamy się, okej? - odwzajemnił uśmiech.
- Okej! - Po czym odwróciłam się do schodków żeby wejść do basenu. Zapanowała niezręczna cisza pomiędzy Mną a Marco.
- Nie powinienem się odzywać. Przepraszam – przerwał ciszę. - Po prostu nie lubię tego gościa. Jest dziwny.
- Ale przecież ja nic nie mówiłam Marco – skwitowałam to. Nie miałam ochoty na tłumaczenia czy pouczenia ani rozmowę na ten temat.. zresztą tak właściwie to na jaki niby temat?
W basenie zachowywaliśmy się jak dzieci.. myślałam że ludzie wokół nas pozabijają, bo biegaliśmy chlapiąc się po całej części basenu. Po chwili jednak zapanowała chwila spokoju, razem z Anią zanurzyłyśmy się po szyję w wodzie i pośmiałyśmy się z chłopaków bo uprawiali wodne zapasy.
- Żabciu.. - zaczeła Ania
- taaaak? - już wiedziałam co się święci, żabcie, myszki, rybki i bóg wie co jeszcze zawsze wkraczają kiedy jest prośba lub kiedy coś przeskrobała.
- Bo wiesz, z tym obiadem to chyba nas nie będzie.. to znaczy jeżeli nie miałabyś..
- Okej, okej, nie dokańczaj zdania, zmywajcie się! - przyjaciółka mnie uścisneła – Ale nie za długo bo chcę się ogarnąć przed dzisiejszym dancingiem! - puściłam jej oczko. Po czym odprowadziłam ją wzrokiem, złapała za rękę Mario i poszli, rozejrzałam się ale gdzie jest.. W momencie kiedy już miałam się sama siebie pytać gdzie zniknął blondyn przeżyłam drugi zawał serca w Dubaju.
Poczułam pociągnięcie za nogi, tak że znowu zanurzyłam się w wodzie po szyje, Marco się wynurzył i w ciągu paru sekund nasze twarze dzieliło kilka centymetrów..
-------------------
HEJ! I jest 15 rozdział! Mam nadzieję że nie rozczarowałam! Jutro postaram się dodać następny! :)
DZIĘKUJĘ ZA komentarze! To jest duża motywacja dla Mnie a zarazem wynagorodzenie! ;>
Ściskam regularnych czytelników mego bloga! :)) Zostawcie ślad po sobie! POZDRAWIAM! :*
P.S - Jak fajnie mija tydzień z myślą że w Piątek nasze pszczółki grają<3
HEJA BVB! C.
W takim momencie kończyc? dodawaj szybko następny :)
ReplyDeletePS Byle do piątku :D (nie dośc że mecz to jeszcze początek ferii)
No to rzeczywiście dobry Piątek! :D Miłego leniuchowania! :)) Pozdrawiam! :**
DeleteCudowny , mam nadzieję że w kolejnym rozdziale pojawią się bardziej rozwinięte sytuacje między główną bohaterką a Marco.
ReplyDeletePozdrawiam <3 ;-)
:O Weź kurde, nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału !! ;O ;**
ReplyDeleteW WOLNEJ CHWILI ZAPRASZAM http://nie-wiem-nie-pytaj-mnie.blogspot.com/ ;)
Pozdrawiam.♥